Weronika

Urszula Giuliani, święta Weronika Giuliani
zlatynizowana forma gr. Berenike, od phero „przynosić” i nike „zwycięstwo”, utworzona pod wpływem łac. vera icon „prawdziwy obraz”

Urodziła się w 1660 roku w Mercatello we Włoszech, w zamożnej rodzinie, jako najmłodsza z siedmiu córek. Wcześnie straciła trójkę rodzeństwa, a kiedy miała 4 lata, zmarła jej matka. Podobno umierając, powierzyła swoje dzieciaki Chrystusowi... i Ula spokojnie rosła sobie w Nim. Opowieści twierdzą, że zobaczyła Go kiedyś, usłyszała. Może. Kiedy miała siedemnaście lat, oświadczyła ojcu, że chce zostać zakonnicą. Wybrała klaryski kapucynki. Ojciec mówi najpierw stanowcze „nie”, ustępuje dopiero wobec ciężkiej choroby córki.
I tak w1677 roku Urszula puka do klasztornej furty. W zakonie otrzymuje imię Weronika i masę najzwyklejszych prac do wykonania. Gotuje, szyje, zajmuje się chorymi. Później zostanie mistrzynią nowicjatu i w końcu ksienią. Nie zapomina, oczywiście, o modlitwie i umartwieniach. Jest dla siebie tak surowa, jak łagodna dla innych. I porywa przykładem.
Podobno często w czasie modlitw przeżywała mistyczne ekstazy. W 1694 roku doświadcza tego, co mistycy nazywają duchowymi zaślubinami z Panem. W Wielki Piątek 1697 roku otrzymuje stygmaty. I z wszystkich tych niezwykłości potem wielokrotnie i boleśnie musi się „tłumaczyć”. Uważana za symulantkę i bezczelną oszustkę, która chce uchodzić za świętą za życia, dostaje w pewnym momencie nawet szlaban na przyjmowanie Komunii. I znosi to wszystko cierpliwie, zapisując tylko przez ponad 30 lat swoje przeżycia w „Pamiętniku męki”.
Umiera w końcu po długiej chorobie 9 lipca 1727 roku, mając grubo ponad sześćdziesiątkę. Kanonizowana w 1839 roku, nie ze względu na duchowe niesamowitości, ale z powodu nieprzeciętnej pokory, intensywnej więzi z Bogiem i takiej bardzo zwyczajnej miłości do ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz