Zyta

święta Zyta
wł. Zita, Zitta „mała dziewczynka”

Urodziła się w 1218 roku w Monsagrati we Włoszech, w rodzinie ubogich wieśniaków. Rodzina to była, zdaje się, dość pobożna: brat Zyty był pustelnikiem, siostra zakonnicą. Dwunastoletnia Zyta, dla odmiany, zostaje służącą: w domu chyba zwyczajnie nie wystarcza na jej utrzymanie. Dziewczynka zamieszkuje więc u państwa Fatinellich w Lucca. I będzie tam mieszkać i pracować przez ponad czterdzieści lat, aż do śmierci.
W najprzyjemniejszym miejscu nie ląduje. Pan domu jest surowy, pani wymagająca i kapryśna. Poza tym Zyta jest jeszcze dzieckiem. A to znaczy, że wielu rzeczy zwyczajnie nie umie robić. I że tęskni za domem. W tej twardej szkole  dziewczynka, od dzieciństwa wychowywana w religijnej rodzinie, tym bardziej szuka Boga. Codzienne poranne wypady na Mszę przed podjęciem pracy stały się jej zwyczajem. Każdą wolną chwilę starała się poświęcać na modlitwę. I tu może znajdowała wyciszenie i cierpliwość, by jak najlepiej uczyć się nowych zadań i jak najsumienniej spełniać obowiązki.
Niebawem Zyta zyskuje taki szacunek i takie zaufanie, że dosłownie rządzi całym domem – prowadzi całą administrację, dowodzi resztą służby... co wspomnianej „reszcie”, bywa, zupełnie się nie podoba. I to też trzeba znieść, przyjąć i ofiarować.
Zadziwia decyzja Zyty dotycząca wyboru drogi życia – rezygnuje z wyjścia za mąż, a do żadnego klasztoru nawet nie próbuje wstąpić. Chyba mogłaby. Przecież zarabiała, nazbierałaby na posag, a skoro ciężko pracowała, musiała być zdrowa. Zyta tymczasem zostaje w domu – odczytuje swe powołanie w prostym byciu pomocą domową. Podobno traktuje tych, wśród których przyszło jej żyć, jak świętą Rodzinę. A ona służy. Nie tylko „swojej” rodzinie. Jej ofiarność dla ubogich, jakkolwiek Zyta się z nią nie obnosi, nie daje się ukryć.
Nie daje się ukryć także więź Zyty z Bogiem. I nie chodzi już nawet o notoryczne bieganie do kościoła, o przynależność do III zakonu św. Franciszka z Asyżu, o dar modlitwy podczas codziennych prac i w chwilach wytchnienia – aż po kontemplację i ekstazy, czy nawet o post i inne praktyki pokutne (Zyta, jak każda szanująca się święta jej czasów, spała na gołej ziemi i chodziła boso, a dopiero po śmierci znaleziono na jej ciele sznur, którym się dla większego bólu ściskała). Więź Zyty z Bogiem najlepiej widać w jej stosunku do ludzi i do pracy. Uprzejma, wyrozumiała, solidna, zawsze służąca pomocą, zawsze pogodna – może poza wypadkami, gdy ostro reagowała na zło. Nie pozwalała ani sobie, ani innym na złośliwość czy wulgarność, konsekwentnie sprzeciwiając się wszelkim tego typu zachowaniom w swoim otoczeniu. Nie była więc słodką, cukierkową chodzącą pokorą i uległością. Życiorysy opisują przypadek, gdy dzielnie broniła się przed gwałtem i obroniła się, a napastnik długo buzię z zadrapań goił.
Umarła po krótkiej chorobie w 1272 roku, w opinii świętości. Miała 54 lata. Już wtedy opowiadano o cudach, jakie wypraszała jeszcze za życia. Kiedy niemal 200 lat po śmierci, w czasie procesu kanonizacyjnego, ekshumowano jej ciało, okazało się, że zachowało się ono bez rozkładu. Kanonizowana w 1696 roku, jest patronką miasta Lucca i służby domowej, a także ubogich dziewcząt. Taka zwykła święta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz