Brygida

święta Brygida szwedzka
być może od  staroisl. brigid „wysoki, wielki, potężny, dostojny” lub od celt. rdzenia brig-„szczyt, siła, cnota, męstwo”
święto 23 lipca

Urodziła się w 1303 roku w Finstad koło Upsali, czyli w Szwecji. Pochodziła z bogatej i ważnej rodziny, która była spokrewniona z samym szwedzkim królem. Była to także rodzina bardzo religijna (pamiętajmy, że mówimy o Szwecji jeszcze sprzed Reformacji, to dopiero XIV wiek). Z tej samej rodziny wywodzą się święty Eryk i błogosławiona Ingrid, o świętej Katarzynie, córce Brygidy, na razie nie wspominając. A sama Brygidka już jako dziecko jest niepospolicie pobożna. Jako kilkuletni brzdąc twierdzi, że widziała Matkę Bożą, a potem Jezusa.
Po śmierci matki dwunastolatka zamieszkuje u jednej z ciotek  w zamku Aspansas – i przebywa tam chyba ze dwa lata, ciesząc się, jak się wydaje, uporządkowaną surowością panującego tam stylu życia. Źródła twierdzą, że myśli wtedy o klasztorze. W czternastym roku życia wydają ją, podobno wbrew jej woli, za mąż – ale Brygida specjalnie się nie buntuje, choć ponoć płacze. Może najzwyczajniej zdaje sobie sprawę, że przy swojej pozycji społecznej zwyczajnie nie ma wyboru. A może imponuje jej trochę dziewiętnastoletni Ulf Gotmarsson, syn gubernatora Wastergotlandu? Jakkolwiek było, Brygida okazuje się wspaniałą żoną, a on jest dla niej najlepszym mężem – i żyją sobie w szczęściu długich dwadzieścia osiem lat.
Dochowali się ośmiorga dzieci. Małżeństwo i rodzina w niczym nie przeszkadzają Brygidowej pobożności - na jej prośbę przetłumaczono potem na język szwedzki (acz częściowo) Biblię, bo chce ją czytać, czytać, czytać – wraz z komentarzami, które też na jej prośbę po szwedzku napisano. Mogła takie prace zlecać (i opłacać) – wszak byli bogaci, niczego im nie brakowało – a w tętniącym życiem i gwarnym od gości pałacu gospodarstwo, pod czujnym okiem Brygidy, prowadzone jest wzorowo, zawsze starcza  chleba dla ubogich i czasu na modlitwę, i sił na opiekę nad chorymi, bo w posiadłościach jest też i miejsce na mały szpitalik. Starcza także sił na opiekę nad dziećmi. Brygida jest bardzo dobrą matką. Sama w młodości odebrała dobre jak na ówczesne czasy wykształcenie – teraz stara się zapewnić dobrych nauczycieli swemu potomstwu.
Najważniejszym przykładem jest zresztą ona sama – bo Ulf często przebywa poza domem.  Zresztą i Brygida wkrótce z domu wyfrunie – na dwór króla Magnusa II, gdzie zostanie ochmistrzynią. Wykorzystując swoją pozycję, zrobi wiele dobrego, zarówno w wymiarze indywidualnej pomocy potrzebującym, jak i w skali makro – wspierając kościoły i klasztory. Odbywa też w towarzystwie męża i czasem dzieci kilka pielgrzymek w miejsca święte, także do Compostelli –  to po śmierci jednego z synów. W tej podróży Ulf zapada na ciężką chorobę – ślubuje wtedy, że jeśli wyzdrowieje, zamieszka przy klasztorze na resztę życia. I rzeczywiście, po powrocie do kraju udaje się do cystersów. Po roku zresztą umiera.
Brygida wkrótce na własną prośbę rezygnuje z funkcji ochmistrzyni. Dworskie życie z jego nie do końca chrześcijańską moralnością wyraźnie jej nie odpowiada. Zresztą teraz dzieci są dorosłe, mąż umarł. A Brygida ma już trochę ponad czterdziestkę – jak na gust istniejących wtedy zgromadzeń zakonnych, dużo za dużo. Wydaje się, że nie ma najmniejszych szans na powrót do dziecięcych marzeń o zamknięciu się za klauzurą. Więc zostaje tercjarką franciszkańską, modli się, pokutuje. Jej objawienia – może rzeczywiście miewa je od dzieciństwa? – stają się nagle sławne na pół Europy. Pisze napominające listy do króla szwedzkiego, przepowiada upadek zakonu krzyżackiego (te ostatnie proroctwa były swego czasu świetnie znane w Polsce), wzywa papieża, by z niewoli awiniońskiej powrócił do Rzymu.
W 1346 roku zakłada nowy zakon Najświętszego Zbawiciela, zwany brygidkami (nawiasem pisząc, początkowo zakon miał dwie gałęzie, żeńską i męską, przy czym najwyższą władzę nad oboma sprawowała ksieni-kobieta). Pierwszą opatką jest jej rodzona córka Katarzyna. A Brygida znów odbywa pielgrzymki: w jubileuszowym 1350 roku jest w Rzymie, przy okazji zwiedzają z Katarzyną  całe Włochy (ze szczególnym uwzględnieniem ówczesnych sanktuariów, oczywiście) i zakładają w Rzymie klasztor brygidek. Tam teraz Brygida mieszka, czy może tam powraca w przerwach między kolejnymi pielgrzymkami. A jest ich może nawet zbyt dużo, skoro w którymś z objawień Matka Boża napomina ją, żeby uczyła się pilniej łacińskiej gramatyki, zamiast tak wojażować... łacina jest Brygidzie potrzebna przy pisaniu listów i spisywaniu tekstów objawień, i cóż – rzeczywiście lepiej się przy tym błędami deklinacyjnymi nie kompromitować. Ale ją ciągnie w świat – jeszcze jako siedemdziesięciolatka jedzie do Ziemi Świętej. I ta podróż wykańcza ją ostatecznie. Wraca jeszcze do Rzymu, ale już tylko po to, by tam umrzeć 23 lipca 1373 roku.
Brygida umiera jako osoba publiczna, na jej pogrzebie gromadzą się tłumy – a ciało przewożono aż do Szwecji (przez Polskę). Kanonizowana już 18 lat po śmierci, w 1391 roku, jest jedną z tych świętych, które za życia osiągnęły szczyt popularności i sławy, za to na dłuższą metę nie odniosły większych sukcesów. Spektakularne objawienia nie przyniosły wielkich nawróceń, listy do papieża nie zakończyły niewoli awiniońskiej... co więcej, po przejściu Szwecji na protestantyzm brygidki muszą się wynieść (na przykład do Polski), a profanacji ulegają nawet szczątki ciała świętej... Może mimo swej wielkości za życia tak naprawdę była tylko maleńkim kamyczkiem w budowaniu historii Kościoła? Może świętość jej bardziej niż na wzniosłości wizji polegała na wiernym wypełnianiu obowiązków, najpierw żony i matki, potem córki Kościoła – i to wcale nie w najciekawszych czasach?
1 października Jan Paweł II ogłasza Brygidę patronką Europy. Opiekuje się także Szwecją i pielgrzymami, jest również patronką dobrej śmierci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz