nardus et crocus, fistula et cinnamomum, myrrha et aloe (Pnp 4,14)

Różne są te nasze święte baby, różne pełnią role, różnie przeżywają swoją więź z Bogiem i Kościołem, różnie są nazywane. Może i racja, że w przypadku świętych mężczyzn nikt nie wpadłby na pomysł, by określać ich przy pomocy nazw stanu cywilnego. Mamy więc świętych mężczyzn-apostołów, męczenników, pasterzy, zakonników, doktorów Kościoła, wreszcie świętych wyznawców, czyli wszystkich, których do innych kategorii zaliczyć nie można. Nikt nie mówi o świętych kawalerach czy wdowcach, analogicznie do świętych dziewic i wdów. Może szkoda. Tak samo zresztą szkoda, że nie mówi się o świętych małżonkach, żonach i mężach, pakowanych do wspólnego wora „wyznawców”. Fajnie brzmiałoby „święty Zachariasz małżonek i ojciec” albo „święta Elżbieta żona i matka”.
Podejrzewam, że o ile w żeńskiej wersji być może takich określeń kiedyś się doczekamy, z klasyfikowaniem świętych mężczyzn według ich stanu cywilnego będzie trudniej. Za dziewictwo mężczyzny trudniej (powagą Kościoła) zaręczyć (chociaż Kościół ręczy w przypadkach kilku świętych zakonników, chociażby Dominika i Jacka), trudniej też znaleźć odpowiednie męskie określenie dla tego stanu. Poza tym mężczyźni określani są bardziej w płaszczyźnie działania, kobiety w płaszczyźnie bycia. Określenia wspólne dla świętych obu płci, jak męczennik/męczennica, zakonnik/zakonnica, wreszcie (od niedawna) doktor Kościoła wskazują, że role mężczyzn i kobiet mogą i powinny się zazębiać – lecz czy rzeczywiście powinny stać się dokładnie takie same?  Nie sądzę.
Tak jak cieszymy się odmiennością płci – wymyśloną przecież przez Boga dla radości człowieka – cieszmy się odmiennością darów obu płciom powierzonych i miejmy w Kościele oprócz wersji unisex wyznawców i doktorów Kościoła oraz odmienianych przez płcie zakonników i męczenników także święte dziewice, wdowy, żony obok świętych apostołów, patriarchów, pasterzy. Na marginesie: przeglądając żywoty świętych  zbyt wielu kanonizowanych świeckich mężczyzn nie znalazłam... większość reprezentuje różne stopnie kapłaństwa. I tu znowu trochę żal. Ale męską wersję świętości niech opisuje kto inny.


Spróbuję teraz zaprezentować sylwetki wybranych świętych kobiet, starając się je przy okazji nieco odcukrzyć, odbrązowić i wytłumaczyć. Zacznę egoistycznie od tych świętych pań, które – poprzez przeróżne życiowe zawijasy – są dla mnie z różnych względów ważne lub mi bliskie. Ewentualne zamówienia na przedstawianie kolejnych pań można składać w księdze gości – w miarę możliwości będę się starała uwzględniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz