Monika

święta Monika z Tagasty
być może od gr. mónos „jedyny, sam” lub od łac. moneo „upominać, doradzać” czy hebr. minechâh „dar, prezent”
wspomnienie obowiązkowe 27 sierpnia

Urodziła się około 332 roku w Tagaście, w północnej Afryce. Pochodziła z rzymskiej rodziny chrześcijańskiej, ale wydano ją za mąż za poganina, jakiegoś ważnego urzędnika - i łatwego życia z nim nie miała. Z charakterku niezrównoważony i lekkomyślny, z racji swej pozycji społecznej często  uczestniczący w przeróżnych (bez wątpienia mocno zakrapianych) zabawach, przykładem wierności małżeńskiej też podobno nie świecił. Monika znosiła powtarzające się zbyt często awantury z prawdziwie świętą cierpliwością, do tego stopnia, że bardzo poważnie podejrzewam, iż po prostu kochała tego swojego niepoukładanego męża. Wzorowo prowadziła mu dom, urodziła trójkę dzieci, a w końcu wyperswadowała mu (podobno łagodnie), by błędy dawnego życia porzucił – i przyjął chrzest. Zdążył to uczynić na rok przed śmiercią. Niespełna czterdziestoletnia Monika pozostała z życiowymi problemami sama.
Główny problem miał na imię Augustyn i był jej pierworodnym synem. Niestety, okazało się również, że także nieodrodnym synem ojca. Bo chociaż sam potem pisał, że „imię Jezus wyssał z mlekiem matki”, to od tego ssania do przyjęcia chrześcijaństwa wiele miało upłynąć czasu. W którym to czasie Augustyn zdążył wejść w nieślubny związek z pewną panią i doczekać się z nią potomka, a także zostać przekonanym manichejczykiem. No ale nie jest to przecież opis życia (świętego) Augustyna.
Monika bez wątpienia powiedziała mu, co na ten temat myśli. Niektóre źródła twierdzą, że w pewnym momencie zwyczajnie wyrzuciła go z domu. Co nie przeszkadzało jej podążać za nim wszędzie, gdziekolwiek się udał – podróżowała za nim do Kartaginy, Rzymu, Mediolanu, czasem bez jego wiedzy i wbrew jego woli. Pilnowała go? A cóż tu jeszcze było pilnować?
Była z nim, modliła się, płakała. I tak przez piętnaście z górą lat. W Mediolanie Augustyn zderza się ze świętym Ambrożym i pod jego wpływem zaczyna się powoli nawracać – z czego wynika prosty wniosek, że im więcej w Kościele świętych, tym łatwiej o nawrócenie grzeszników, bo jak od świętych gęsto, to zawsze można na jakiegoś wpaść. A jak już nie da się wymanewrować pomiędzy jednym a drugim, pozostaje tylko nawrócenie...
Augustyn, złapany między modlitwy świętej Moniki a kazania świętego Ambrożego, przyjmuje chrzest w 387 roku. Monika, szczęśliwa, chce wracać do domu – do Afryki. Czekana statek w Ostii. I tam łapie ją febra, na którą umiera po kilku zaledwie dniach. Czyżby znany nam dzisiaj syndrom ulgi po straszliwym zmęczeniu, powodujący osłabienie i nawet śmierć? Czy rzeczywiście była już „zbyt szczęśliwa”, by żyć dalej?
Tak czy inaczej, Monika umiera spełniona. Ma jakieś 55 lat, a na osobistym koncie zbawienie dwóch najbliższych jej mężczyzn, których doprowadziła do Kościoła. Ciekawe, że o pozostałych jej dzieciach (których była przynajmniej dwójka) nie wiemy wiele. Czyżby były tak  nienagannie poprawne, że nie ma o czym pisać?
Święta Monika jest patronką chrześcijańskich matek i wdów, a także kościelnych stowarzyszeń zrzeszających te panie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz