Katarzyna

święta Katarzyna ze Sieny, Katarzyna Benincasa
od gr. katharós – czysty, bez skazy, w łac. Catharina
święto 29 kwietnia

Urodziła się w 1347 r. w Sienie (Włochy) jako dwudzieste któreś (sic!) z kolei dziecko swoich rodziców, charakterne, uparte i konsekwentne. W wieku lat kilku (sześciu czy siedmiu, różne źródła różnie podają) zdecydowała, że chce należeć tylko i wyłącznie do Boga. No, potem starcia z rodzicami, kiedy to nastoletnie dziewczę nie wyraża najmniejszej ochoty wydania się za żaden tam mąż (a to dopiero wiek XIV). Matka na siłę próbuje ją stroić i „wprowadzać w świat” i jego rozrywki – a Kasia zwyczajnie tego nie chce. W pewnym momencie rogata dusza na znak protestu obcina sobie włosy. Matka (bo ojciec chyba szybciej zaakceptował decyzję córki) krzyczy wtedy ponoć, że włosy odrosną, a rebeliantka za mąż pójdzie i tak. Nie poszła.
Poddana surowym karom (zabrano jej chyba wtedy własny pokoik, w którym zamierzała po cichu urządzić prywatną pustelnię – a pustelnicą chciała być od dziecka), obarczana najbardziej niewdzięcznymi obowiązkami, żyła we własnym domu, do żadnego klasztoru nie wstępując. Trudno powiedzieć - czy była to kwestia tylko sprzeciwu rodziców (Kasieńka chyba dałaby sobie z nim radę, ostatecznie ucieczki z domu w podobnych sytuacjach w tamtych czasach do rzadkości nie należały, a odwagi i determinacji jej raczej, z życiorysu sądząc, nie brakowało), czy może zaczęła odkrywać, że "to nie to"? Bo – jak piszą źródła – Kasia powolutku zaczyna w woli rodziców dostrzegać wolę Bożą. Oznacza to zapewne tyle, że zrozumiała, iż do żadnego zakonu ani do żadnej pustelni odchodzić nie powinna, a mimo to pozostaje Jego pełnoprawną własnością i oblubienicą.
Z miłości do Niego pracuje powolutku nad swoim charakterem. To musiało być trudne – z natury narwana i nieustępliwa, skłonna do gwałtownych wypowiedzi i manifestacyjnych posunięć, stopniowo łagodnieje. Posłusznie wykonuje wszystkie zlecane jej prace (podobno zastępując zwolnioną z tej okazji służącą), pomaga ponadto innym domownikom w ich obowiązkach – i w tym wszystkim pozostaje pełna życzliwości dla każdego, kogo spotka. Przy tym nieustępliwie obstaje przy swojej decyzji. Mimo dalszych sprzeciwów matki została dominikańską tercjarką i prowadziła - na pierwszy rzut oka - zupełnie świeckie życie. Druga jego strona to niepojęta mistyka (koniec końców Katarzyna organizuje swoją prywatną pustelnię wewnątrz swego serca), życie modlitwy i - na ile to wtedy możliwe - sakramenty.
Mantellate – tercjarki dominikańskie, nazywane tak z powodu czarnych opończy, które zarzucały na sukienki – rekrutowały się głównie spośród wdów i starszych kobiet. Kilkunastoletnia Kasia była wśród nich ewenementem. Żyły w pojedynkę, w swoich własnych domach, spotykając się na wspólne modlitwy i poświęcając swój czas i siły na dzieła dobroczynne. Kasia-tercjarka dostała z powrotem swoją izdebkę – i tam, niejako zaczynając od formacji siebie, przemieszkała trzy lata, niemal nie wychodząc. Niewiele mówiła, skąpo jadła, mało spała. Za to modliła się dniem i nocą, biczowała do krwi i... uczyła się czytać. Chyba wtedy też zaczęła praktykę codziennej komunii świętej. Ma objawienia, przeżywa ekstazy, otrzymuje między innymi łaskę mistycznych zaślubin z Chrystusem, ale doświadcza też pokus i duchowych ciemności.
Dopiero potem Katarzyna wychodzi do ludzi. Pomaga chorym, odwiedza więźniów, grzeszników doprowadza do nawrócenia. Jej bliskości z Bogiem nie daje się ukryć – i chociaż wiele z „widzialnych znaków” i cudów przypisywanych jej w żywotach świętych pewnie – poza legendami – nigdy się nie wydarzyło, Katarzyna jest osobą na tyle niezwykłą, że intryguje otoczenie. Potrafi czytać w myślach, ma dar bilokacji, wpada w ekstazy, w 1375 roku otrzymuje niewidoczne stygmaty. Wieść o niej rozchodzi się szeroko, zbierają się też wokół niej zaintrygowani jej postępowaniem ludzie. Wtedy Katarzyna odchodzi z domu, wtedy też staje przed sądem inkwizycji – prorocy często w owych czasach – jak w każdych – głosili herezje, trzeba było sprawdzić.
Z zarzutów herezji Katarzynę jednoznacznie oczyszczono. A ona – dyktując listy, bo dobrze pisać nie nauczyła się nigdy – walczy o naprawę Kościoła. Przestrzega duchownych przed nadużyciami, postuluje o poświęcenie się przede wszystkim sprawom duchowym. W tamtych (hm bujnych) czasach Katarzyna stawiała na nogi (i do pionu) większą część Włoch z papieżem włącznie (podobno potrafiła na niego przy jakiejś okazji wrzasnąć "czy ty mnie w ogóle słuchasz?" ). Domaga się, by papieże powrócili do Rzymu (jest to czas tak zwanej niewoli awiniońskiej), potem, kiedy w Kościele następuje rozłam – wspiera Urbana VI. Pragnie, jak sama stwierdza w liście do niego, „oddać za Kościół życie, krew i całe ciało, aż do szpiku kości”. Przemawia, namawia, przekonuje. Jeszcze papież Grzegorz XI wyznacza trzech spowiedników, którzy, towarzysząc jej, mają rozgrzeszać nawracających się na skutek jej „kazań” – i wszyscy trzej mają ciągle masę roboty.
Na prośbę Urbana VI Katarzyna wyjeżdża do Rzymu – i tam umiera w wieku lat 33, prawdopodobnie na skutek zbyt intensywnego trybu życia. Zostawiła (podobno dyktowane innym ludziom do zapisania) niesamowite teksty, porażające głębią, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że Kasia nigdy nie studiowała teologii, z umiejętnością czytania było bardzo tak sobie, a pisać nauczyła się ledwie przed śmiercią. Kanonizowana w 1461 roku, tytuł doktora Kościoła nadał jej papież Paweł VI w 1970 roku. Jest patronką Rzymu, Sieny, Włoch, Europy, a także pielęgniarek, strażników, strażaków, działaczek Akcji Katolickiej, uczonych, praczek, umierających, tercjarek dominikańskich i studentów. Nieschematyczna, nieprzewidywalna, w 100% kobieca, nieziemska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz