Joanna

Jehanne Darc, święta Joanna d’Arc, dziewica orleańska
żeńska forma łacińskiego Joannes – Jan, hebr. Johhanan „Bóg jest łaskawy”

Urodziła się w 1411 czy 12 roku we Francji, w ubogiej wiejskiej rodzinie. Podobno miała czwórkę rodzeństwa. Dzieciństwo zapewne miała raczej typowe dla wiejskiej dziewczynki z XV wieku – odkąd od ziemi odrosła, praca, kościół. Szkoły zero.
Pierwsza niezwykłość pojawiła się w jej życiu, kiedy miała jakieś trzynaście lat. Usłyszała wtedy, jak mówiła, „głosy”, które identyfikowała ze świętym Michałem Archaniołem, świętą Katarzyną i świętą Małgorzatą. „Głosy” opowiedziały jej o nieciekawej wtedy sytuacji politycznej Francji (Anglicy byli już blisko zajęcia całego jej terytorium, a Henryka VI obwołali francuskim królem) i nakazały jej, by w imię Boga stanęła na czele wyzwoleńczej wojny.
Ciekawe, że posłuchała. Może dlatego, że jej wujek, Durant Laxart, też uwierzył i zdecydował się jej pomóc? A może dlatego, że „głosy” nie ustawały przez długie cztery lata? Bo – jako siedemnastolatka – Joanna z pomocą wuja i innych osób dociera do prawowitego spadkobiercy tronu Francji, Karola (późniejszego VII). Który, aktualnie zagubiony w wątpliwościach co do swego pochodzenia i prawowitości ubiegania się o władzę, wojny z Anglikami toczyć nie miał siły. Joanna go przekonuje, że może, że powinien, że ma prawo. I już wtedy komisja duchowieństwa bada „prawomyślność” jej wizji. Nie wykrywają nic złego.
Wtedy Joanna otrzymuje zbroję i resztę ekwipunku, wtedy też narasta wokół niej legenda. Ludzie ją kochają, idą za nią. W 1429 roku Joanna na czele kilkutysięcznego wojska rusza na Orlean – i zdobywa go. Odtąd już tylko seria francuskich zwycięstw i koronacja Karola VII – do której Joanna także musiała osobiście tego niespecjalnie, zdaje się, zdecydowanego monarchę doprowadzić.
To szczyt ziemskich sukcesów Joanny. Jest gwiazdą. Dostaje listy i prośby, król chce nadać jej tytuł szlachecki wraz z odpowiednim majątkiem. A ona odmawia, prosząc tylko o zwolnienie z podatku dla mieszkańców swojej wsi (i to otrzymuje, a przywilej znosi dopiero rewolucja francuska). Jej rodzina otrzymuje tytuł szlachecki, ale Joanna konsekwentnie, zdaje się, go nie używa.
Tymczasem wojna toczy się nadal. I tu nagle następuje rozdźwięk między dążeniami Joanny a francuskich możnowładców. Ona chciała walczyć, oni – robić interesy. W jakiejś bitwie, chyba pod Compiegne, Joanna odnosi porażkę. Ranna, dostaje się do niewoli i nikt z Francuzów nie robi nic, by jej pomóc. Za ogromną ilość złota kupują ją Anglicy. I tu się zaczyna. Joanna ląduje w jakimś zamkowym lochu.
Warto uświadomić sobie, że to wiek XV i że Anglia jest póki co krajem jak najbardziej katolickim. Wytaczają jej więc proces o czary i herezję, oskarżają o zmowę z diabłem, wyciągają bzdurne zarzuty usiłowania samobójstwa (zanim zamknęli ją w piwnicy, próbowała uciekać przez okno i linka, której użyła, przerwała się) i – słuchajcie, miłośniczki dźinsów – noszenia męskich ubrań. Przepytywana godzinami, wykazuje niesamowitą mądrość, odpowiada bardzo sprytnie i – co ciekawe – nigdy nie kwestionuje autorytetu Kościoła. I w końcu podpisuje przyznanie się do winy.
Źródła wymieniają różne możliwości: albo przeczytano jej co innego niż podano do podpisu (Joanna nie umiała czytać), albo przekonano, że stawiając krzyżyk przeczy treści dokumentu, albo też miała w tym momencie takiego doła, że było jej wszystko jedno. Fakt faktem, w tym mniej więcej czasie, trzymana w zamknięciu, przekonywana o niewłaściwości wszystkich swych czynów, potępiana przez Kościół (a przynajmniej przez ten fragment Kościoła, z którym miała bezpośrednią styczność), odcięta od sakramentów i nie broniona przez papieża, do którego próbowała się odwołać, Joanna przechodzi przez noc.
Podpisując przyznanie się do winy, Joanna jednocześnie „przyrzekła poprawę” i została skazana na dożywotnie więzienie o chlebie i wodzie. I bardzo szybko stała się „recydywistką” – wkładając zakazane jej męskie ciuchy, które (nie wiadomo w jaki sposób) znalazły się w jej więzieniu. Podobno włożyła je, by móc wyjść za potrzebą, nie wyklucza się też jakiejś rozpaczliwej akcji w obronie przed gwałtem. Ona sama stwierdziła, że „skoro więżą ją mężczyźni, takie ubranie było bardziej stosowne”. Odwołała też (powołując się na „głosy”) swoje poprzednie przyznanie się do winy – i została skazana na śmierć.
30 maja 1431 r. palą ją na stosie. Dopiero przed samą śmiercią pozwalają jej – do dziś niewyjaśnionym cudem, przecież oficjalnie ciągle jest „heretyczką” – przyjąć komunię. Prosi o przebaczenie i umiera, wrzeszcząc w bólu Jego imię.
Nawet po śmierci nie zostawili na niej suchej nitki. Zgromadzony przy egzekucji tłum musi przecież zobaczyć, że naprawdę była przebierającą się za mężczyznę kobietą – i to dosłownie zobaczyć, bo niedopalone ciało Joanny odzierają publicznie z resztek ubrania. Potem wymyślają opowiastki, jakoby była w ciąży (giń, micie orleańskiej dziewicy!) albo że wcale jej nie zabito, tworzą też dla niej pochodzenie z królewskiego rodu... Karol VII, ten sam, któremu pomogła odzyskać władzę i kraj, zleca wreszcie przeprowadzenie rewizji procesu. W 1456 roku Joanna jest zrehabilitowana.
Beatyfikują ją jednak dopiero w 1909 roku, a kanonizują w 1920. Jest patronką Francji, Orleanu, telegrafu, radia i żołnierzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz