Joanna

Święta Joanna Franciszka Frémyot de Chantal

żeńska forma łacińskiego Joannes – Jan, hebr. Johhanan „Bóg jest łaskawy”

wspomnienie dowolne 12 sierpnia (kiedyś 21 sierpnia, a potem 12 grudnia)



Urodziła się w 1572 we Francji, oczywiście. Osierocona przez matkę w wieku niecałych trzech lat, wychowywana była przez ojca i guwernantki. W wieku lat 20 poślubiła jakiegoś półzbankrutowanego barona (stąd to de Chantal) i (jako baba z charakterem) postawiła jego fortunę na nogi. Joanna była osóbką konkretną, pracowitą, dobrze jak na tamte czasy wykształconą i pobożną. I ciekawe: chociaż pani baronowa co dzień uczestniczyła w mszy, nie przypinano jej łatki zdewociałej baby. Może dlatego, że jej nabożność bardzo konkretnie przekładała się w życiu: Joanna niestrudzenie opiekowała się ubogimi i chorymi (zorganizowała nawet mały prywatny szpitalik), a może dlatego, że była jeszcze młoda i ewidentnie zakochana w mężu? Bardzo się kochali, urodziła mu czworo (według innych źródeł sześcioro) dzieci i wpadła w rozpacz, kiedy baron de Chantal został przypadkowo zabity podczas polowania. Tu chyba pierwsza straszna duchowa walka o przebaczenie temu, kto go postrzelił. (Na marginesie pisząc: sam baron przebaczył temu komuś zanim umarł i ona to słyszała - chyba mogło trochę pomóc?) W każdym razie, jak podają źródła, trochę to przebaczanie trwało, zanim w końcu zaprzyjaźniła się z owym przypadkowym zabójcą do tego stopnia, że podawała do chrztu któreś z jego dzieci (to musiało być ciekawe mieć świętą chrzestną matkę).

W międzyczasie ta całkiem jeszcze młoda wdowa (w roku śmierci męża miała 28 lat) z gromadką dzieci (najmłodsze miało może z miesiąc) musiała sobie jakoś radzić... Powtórnie wychodzić za mąż nie chciała (hmmm w końcu bardzo kochała swojego pierwszego męża...), w tamtych czasach samotnie nie dało się żyć. Wylądowała w domu teścia, który ponoć za miły dla niej nie był. Tu chyba rozegrała się druga walka. Bo w końcu dlaczego nie wyjść za ten mąż i nie uciec od trudnej sytuacji? Teraz już chyba coś musiało zacząć się dziać pomiędzy Joanną a Bogiem.

Piszą, że pani baronowa złożyła wtedy ślub czystości. Zawsze była bardzo pobożna, a trafiła pod kierownictwo surowego i nadmiernie formalistycznego księdza, który nakazywał jej, oprócz modlitw, długie posty i biczowania, opatrując przezornie swe zalecenia klauzulą tajności. Joanna męczyła się tym parę lat, nie odnosząc z maltretowania ciała większego duchowego pożytku, dopiero później święty Franciszek Salezy pozwolił jej – ku znacznie większemu duchowemu wzrostowi – „wyluzować”.

Źródła piszą, że "w wizji zobaczyła świętego Franciszka Salezego i że rozpoznała go potem, kiedy go spotkała". Ciekawe. Sam fakt "wizji" nieco intryguje - czy była to jedyna wizja, czy może działo się tam o wiele więcej? W każdym razie Joanna i Franciszek spotkali się w 1604 roku, potem prowadzili bogatą korespondencję i właśnie może także z tej przyjaźni powstał pomysł, by założyć nowy zakon. Wizytek.

Pomysł był taki, że siostry (także wdowy i takie, których nie chcą w innych zakonach z powodu problemów zdrowotnych i z powodu wieku) mają chodzić po domach i pomagać chorym i biednym - "wizytki" od nawiedzenia św. Elżbiety. Nie przeszło, w tamtych czasach był to pomysł zbyt rewolucyjny. Wizytki są zakonem klauzurowym...

W międzyczasie Joanna odchowała już dzieciaki i postanowiła – zakładając wizytki -  do „swojego” zakonu wstąpić. Legenda głosi, że był to zdecydowany krok – a w każdym razie długi krok ponad ciałem syna, który w iście Rejtanowski sposób położył się w progu. A podobno Joanna musiała przeciwstawić się nie tylko dzieciom. Być może już wtedy przechodzi duchową „noc”, trwającą – jak przyznaje – ponad czterdzieści lat serię pokus i zwątpień, na które odpowiadała upartą wiarą... Odrzucała też oświadczyny (a podobała się mężczyznom), musiała też najpierw doprowadzić do porządku majątek teścia (prawdziwa businesswoman z tej Joanny, w dodatku podszyta niezłym prawnikiem). Kiedy w 1610 czy 1611 roku Joanna złożyła śluby zakonne, umiejętności te miały się jej bardzo przydać w służbie nowemu zgromadzeniu.

Po śmierci Franciszka Salezego Joanna płacze, urządza mu pogrzeb, zbiera jego pisma (niszcząc przy okazji wszystkie swoje listy do niego) i – jak się wydaje widząc potrzebę męskiej opieki nad swoim zgromadzeniem (może w tym samym stopniu z powodów prawnych, co duszpasterskich), powierza opiekę nad wizytkami świętemu Wincentemu a Paulo. Sama Joanna też niejako zajmuje się „duszpasterstwem” – wysyła wiele mądrych listów do swojej rodziny (w tym także do dzieci i młodszego brata, który będąc biskupem dzięki Joannie przeżył swoje prawdziwe nawrócenie).
W zakonie wizytek Joanna spędza resztę życia, spisując pouczenia dla swych duchowych córek, a także wizytując organizujące się kolejne zakonne domy. W czasie którejś z tych podróży zapada na poważną chorobę i umiera mając 69 lat. Kanonizowana w 1767 roku, jest patronką sióstr wizytek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz