ego Dilecto meo (Pnp 6,3)

Wiele świętych kobiet – na różnych etapach życia – decydowało się podjąć drogę rad ewangelicznych, by naśladować Chrystusa w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie – i wybór swój potwierdzało formalnym (to znaczy przeprowadzonym według zatwierdzonego przez Kościół rytu) ślubem. Krótko mówiąc, zostawały zakonnicami. Święta Agnieszka z Montepulciano była dominikanką, święta Małgorzata Maria Alacoque wizytką, błogosławiona Bernardyna Maria Jabłońska albertynką, Edyta Stein (święta Teresa Benedykta) karmelitanką, święta Jadwiga Śląska cysterką, święta Faustyna Kowalska siostrą Matki Bożej Miłosierdzia. Często zakładały nowe zgromadzenia – i samo wyliczanie ich nazw zajęłoby tomy. Dość wymienić kolory habitów: białe, czarne, brązowe, szare, niebieskie, czerwone (sic!), nie zapominając o zgromadzeniach bezhabitowych – to już daje pojęcie o różnorodności żeńskich zakonów, przy czym niemal każdy z nich chociaż jedną świętą może się poszczycić.
Wszystkie zakony, „otwarte” i klauzurowe, habitowe i bezhabitowe, łączy zasada formalnego składania przez ich członkinie trzech ślubów: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Najkrócej pisząc, ślub czystości zobowiązuje do wyłącznej miłości Chrystusa, ślub ubóstwa polega na wyrzeczeniu się prawa do zarządzania prywatną własnością, a ślub posłuszeństwa na poddaniu swojej woli pod władzę Kościoła (zwykle poprzez przełożonych). Nie bez znaczenia pozostaje tu czynnik formalności i publiczności składanych ślubów – z jednej strony Kościół otrzymuje jasne i bardzo jednoznaczne świadectwo o żywym i skutecznym Bożym działaniu w życiu konkretnej osoby (a także o odważnej i pełnej miłości odpowiedzi człowieka), z drugiej strony składający ślub otrzymują jednoznaczne potwierdzenie ważności konsekracji i obietnicę, że – jeśli człowiek ze swej strony ślubów dochowa – ich oddanie się Bogu przetrwa w wieczność.
I tu od razu ważna uwaga: śluby zakonne nie są sakramentem. Nie dają żadnych „dodatkowych” praw, nie niosą specjalnej właściwej tylko im łaski. Słowo „konsekracja” oznacza tyle, co „poświęcenie Bogu” – i ściśle rzecz biorąc dokonuje się dla każdego chrześcijanina w sakramencie chrztu. Konsekracja zakonna (czy inna) stanowi tylko pogłębienie pierwotnej konsekracji chrztu – no i, oczywiście, jako przyrzeczenie składane publicznie ma moc wiążącą – czyli złamanie takich ślubów jest grzechem. Po co zatem w ogóle ludzie (w tym kobiety) się za to biorą?
Pierwszy powód podałam wyżej. Jeżeli święta pani wybiera jako drogę życia całkowitą przynależność do Chrystusa, to miło jest mieć oficjalne potwierdzenie Kościoła, które mocą słów zapisanych w ewangelii Mateusza 16,19 oddaje człowieka na wieczność  Ukochanemu i daje gwarancję wzajemności oddania. Dla kobiet podejmujących życie zakonne ta relacja i taka pewność bywają niezmiernie ważne... Innym powodem może być – zachęcający dla niektórych – „zakonny” tryb życia, na jaki w stanie świeckim przy najlepszych chęciach nie można sobie pozwolić. Zwykle chodzi o dwie dziedziny: radykalnie prowadzone życie duchowe i solidną pracę dla Kościoła.
Radykalizm życia duchowego zakłada systematyczną modlitwę, na którą nie trzeba będzie kraść czasu kosztem wypełniania (dobrych i ważnych) obowiązków. Najprostszy przykład: niewielu niezakonników jest w stanie przepisowo co trzy godziny modlić się Liturgią Godzin, a dla większości osób świeckich codzienne uczestnictwo w Eucharystiizahacza o heroizm. Zakonnica, zwłaszcza w zgromadzeniu "zamkniętym", takich problemów nie ma. Tymczasem systematyczna i wytrwała modlitwa pozwala nawiązać i utrzymać nieopisanie intymną relację z Bogiem, czasem posuwającą się aż po mistycyzm.  Nie przypadkiem to właśnie zakonnice często bywają powiernicami Bożych tajemnic, by mogły przekazać je potem całemu Kościołowi, dodając nowe elementy do jego bogactwa. Święta wizytka Małgorzata Maria, na przykład, otrzymała i podała dalej orędzie Serca Jezusa (w tym nabożeństwa pierwszych piątków miesiąca), święta siostra Matki Bożej Miłosierdzia Maria Faustyna przypomniała Kościołowi o Miłosierdziu Bożym, święta szarytka Katarzyna przekazała Kościołowi Cudowny Medalik i związane z nim łaski.
Druga „strona życia” zakonnic, służba Kościołowi,  realizuje się w ogromnej rozpiętości działań: od służby chorym i ubogim, przez pracę wychowawczo-edukacyjną, ewangelizacyjną i misjonarską, przez służbę ekumenicznemu pojednaniu – chyba aż w nieskończoność natchnień Ducha Świętego. Święta albertynka Bernardyna Maria jest kucharką w Miejskim Domu Kalek, święta misjonarka Najświętszego Serca Jezusowego Franciszka stawia za cel swemu zgromadzeniu między innymi pracę wśród emigrantów, błogosławiona siostra pasterka od Opatrzności Bożej Maria pracuje w szpitalu dla wenerycznie chorych kobiet.
Oczywiście, że aby podejmować takie i inne zadania nie trzeba koniecznie być zakonnicą. Kościół zna także świeckich mistyków i potwierdza także „świeckie” objawienia, a wielu świętych świeckich zrobiło dla bliźnich i dla Kościoła przynajmniej tyle samo dobrego, co niejedna zakonna siostra. I nie zawsze życie zakonne łączy się z komfortowym zagospodarowaniem życia, zapewniającym „automatycznie” Bogu należną Mu część. Wspomniana wcześniej albertynka, błogosławiona Bernardyna Maria Jabłońska, dzień w dzień tak była zaganiana, że czasu na modlitwę musiała szukać po nocach... i znajdowała, godzinami adorując Najświętszy Sakrament. Cóż, jeszcze jeden dowód na to, że zakony – żeńskie czy męskie – nie są instytucją charytatywną, tylko jednym ze sposobów umożliwiających człowiekowi oddanie siebie Bogu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz