ad tertium caelum (2 Kor 12,2)

W zasadzie o mistyce mogłyby mieć cokolwiek sensownego do powiedzenia tylko dwie strony, z czego tylko Jedna Strona byłaby wiarygodna. Co dzieje się między Bogiem a człowiekiem, wie na ogół tylko Bóg i – w dużo mniejszym stopniu – zaangażowany (porwany?) człowiek. A i on często ledwie zgaduje, o co w tym wszystkim chodzi. Osoby trzecie, jak niżej podpisana, jako ignoranci w ogóle nie powinny mieć prawa wypowiadania się.
Już święty Paweł przyznawał, że nie godzi się powtarzać, o czym rozmawia się w trzecim niebie (2Kor 12,2-4) – czy nie byłoby słusznym założenie, że mistyczek wśród świętych było dużo, dużo więcej niż przypuszczamy, a zwyczajnie nie robiły wokół tego hałasu? Bo, chociaż nawet najwznioślejsze doświadczenia mistyczne świętą nie czynią (i, co ciekawe, święte panie często nie przywiązują do tych doświadczeń wielkiej wagi), to – jako swego rodzaju zwierciadło relacji z Bogiem – zwykle świętości towarzyszą. I nie zawsze jako duchowe „cukiereczki” – bo są też „noce ciemne”, a bywa, że pojawiają się wątpliwości co do niebiańskiego pochodzenia mistycznych przeżyć albo że trzeba się z nich gęsto tłumaczyć, bo budzą czyjeś podejrzenia, niechęć, nieufność.
Kościół stoi na stanowisku, że wszelkie niezwykłości w kontaktach z Niebem trzeba dokładnie sprawdzić. Chodzą po świecie oszuści (i oszustki też), a ewentualny zwodniczy udział Zła brany jest pod uwagę równie serio jak próby świadomego udawania (zwykle powodowane chorobą psychiczną, dążeniem do sławy lub chęcią zdyskredytowania Kościoła). Dlatego pisma mistyczek są tak wnikliwie badane (i zatwierdzane zwykle dopiero po śmierci autorki – nigdy przecież nie wiadomo, co jeszcze mogłoby się z tego wykluć). Dlatego także wiele świętych pań miewa z Kościołem „kłopoty” – aż do stawania przed sądami inkwizycyjnymi włącznie. I wreszcie dlatego wiele świętych kobiet otacza „te sprawy” daleko posuniętą dyskrecją. Niejedna stygmatyczka (choćby święta Weronika Giuliani) prosi o ukrycie ran przy zachowaniu bólu... czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje blizny wyryte głęboko w sercu.
Babska histeria? Cóż. Kobieca emocjonalność rzeczywiście może być w takim samym stopniu pomocą na drodze świętości, co i przeszkodą. Ale przecież mamy w Kościele również wielkich mistyków-mężczyzn, a święte panie niejednokrotnie zadziwiają trzeźwym, racjonalnym podejściem do własnych przeżyć. „Jakże Bóg mógłby do mnie mówić, jeśli nie przez moją wyobraźnię?” – pyta realistycznie święta Joanna d’Arc, oskarżana, że  „wszystko to sobie wymyśliła”. Rzeczywiście, wygląda na to, że także w mistyce Łaska buduje na naturze (przekraczając ją przy tej okazji w niepojętym stopniu, tak, że same zainteresowane raczej by tego nawet nie wymyśliły). Święta Maria Magdalena de Pazzi wpada w ekstazy trwające blisko dwie doby, błogosławiona Kamila Baptysta Verano spotyka w wizjach świętą Klarę, święta Katarzyna Genueńska – świętego Jana Apostoła, święta Franciszka Rzymianka widzi swojego anioła stróża, inne święte panie widują Matkę Bożą lub Chrystusa. Przekazują światu wizje prorockie i napomnienia, wzbogacają tradycję Kościoła przypominając przykurzone nieco i zapomniane prawdy, na przykład poprzez wprowadzanie nowych form kultu podkreślających realność starych prawd. A przy okazji służby Kościołowi i światu, prywatnie spijają słodycze i gorycz mistycznych doświadczeń.
Nawet ekstazy, zachwyty, mistyczne zaręczyny i zaślubiny z Bogiem (czasem potwierdzane widzialnym znakiem obrączki na palcu), doświadczanie bliskości Chrystusa – cała ta słodka strona medalu – już same w sobie niosą ogromne cierpienie. Po tej stronie świata budzą tylko tęsknotę, której – nawet nasyceniem – nie da się nasycić. „W Twojej głębokości tak nasycasz duszę, że zawsze pozostaje ona złakniona Ciebie” – pisze święta Katarzyna ze Sieny i te same słowa w wielości sformułowań znajdziemy chyba we wszystkich mistycznych pismach świętych kobiet. Gorzka strona medalu obejmuje duchowe oschłości (trwające niekiedy latami), wytrzymywanie szatańskich ataków, twardą walkę o wiarę, kiedy uczucia i rozum wydają się chórem przeczyć jej realności i sensowi. Jak w każdym medalu, obie strony są nierozłączne. I, jak sądzę, żadnej z nich nie można do końca wyjaśnić babską emocjonalnością czy „zasugerowaniem sobie” czegokolwiek – chociażby ze względu na nieodłączny od nich ból. A jeżeli rozmawiamy o normalnych kobietach, opowiastki o masochizmie schowajmy raz na zawsze między bajki.
I jeszcze coś. Przeżycia mistyczne nie rozgrywają się – wbrew licznym opiniom – w sferze emocjonalnej. Mogą obejmować uczucia tak samo jak fizyczność i świadomość, jednocześnie z tych trzech jedno, dwa lub też wszystkie. Mogą dokonywać się gdzieś zupełnie poza nimi. Mistyczkom czasem rwie się film, „omdlewają z miłości”,  nie zdają sobie sprawy, co dzieje się w tym czasie z ich ciałem, umysłem, uczuciami. Co naprawdę rozgrywa się wtedy i w jakiej sferze ludzkiego istnienia, najprawdopodobniej wie tylko Jeden.
Być może rozbujana kobieca emocjonalność bywa na tej drodze pomocą – na słodkim początku. Później, kiedy zaczynają się duchowe schody, uczucia mogą bardzo przeszkadzać. Na pewno trzeba nauczyć się właściwie je wartościować i oduczyć przyznawania im przesadnie ważnej roli. A to dla wielu kobiet znowu może być bolesne. Może łatwiej jest być mężczyzną-mistykiem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz