Pete, mater! (1Krl 2,20)

Macierzyństwo kobiety podobno mają zapisane w genach i prawie każda – czy ma własne dzieci, czy nie – na jakimś etapie życia w jakiś sposób komuś matkuje. Wiele (może większość?)  świętych kobiet fizycznie rodziło dzieci (niektóre w dużej liczbie), a wszystkie – absolutnie wszystkie i jestem całkowicie pewna tego, co piszę – były matkami na sposób duchowy. Bezpłodna świętość nie istnieje. Jeśli nie jest egoistyczna, jest płodna, jeśli jest egoistyczna, przestaje być świętością.
Zacznijmy od świętych kobiet, które zwyczajnie rodziły i wychowywały swoje własne i mężowe dzieci. A zwykle wychowywały dobrze – i nie jest przypadkiem, że święta Katarzyna Szwedzka jest rodzoną córką świętej Brygidy Szwedzkiej. Takich przypadków mamy zresztą więcej: święta Monika jest matką świętego Augustyna, błogosławiona Gizela matką świętego Emeryka, a święta Gertruda córką świętej Idubergi. Na zasadzie „po owocach ich poznacie” (Mt 7,16)  Kościół –  niejako idąc w odwrotną stronę – uznaje za świętych rodziców wielkich i świętych postaci. Nie byłoby praktycznie możliwym, by świętego Jana Chrzciciela spłodzili i wychowali nieświęci rodzice, i choć informacje zawarte w Biblii zbyt wiele o ich świętości nie mówią (acz jej nie przeczą), Zachariasza i Elżbietę – na podstawie jakości „owocu” ich życia – uważa się za świętych. Podobnie z rodzicami Najświętszej Maryi Panny.
Należałoby przyjrzeć się przez chwilę roli matki w wychowaniu dzieci – roli zupełnie przecież innej od roli ojca, odmiennej do tego stopnia, że nie da się stworzyć pełnej rodziny bez jednego z rodziców. Dobra matka wprowadza w rodzinę ciepło, miłość, poczucie bezpieczeństwa, i – niezależnie od pracy zawodowej – to ona swoim stylem bycia tworzy atmosferę rodzinnego domu. W relacjach z dziećmi, podobnie jak w sposób naturalny córeczka bywa zwykle „księżniczką tatusia”, tak matka jest – czy może powinna być – „księżniczką” dla swoich synów (stąd, między innymi, bierze się tak często powtarzane przez chłopców „mamusiu, jak urosnę, to się z tobą ożenię” – jakkolwiek zabawne i niedojrzałe, wyraża szczyty dziecięcego podziwu.) Także w takich banalnych kontekstach dzieci kształtują poczucie swojej płciowości i szukają swojego miejsca w społeczeństwie. Być może niewydolność wychowawcza rodziny i uleganie przez kobiety „feministycznym” modom  odpowiedzialne są po części za tak wielką w naszej współczesności popularność zachowań homoseksualnych?
Ale wracając do tematu: święta kobieta  spełnia swoje obowiązki wychowawcze na dwu płaszczyznach. Po pierwsze, jest. Po drugie, modli się. Celowo marginalizuję tu rolę działania, która, jak sądzę,  pozostaje – a może powinna pozostawać – domeną mężczyzn, choć bez wątpienia istnieją sytuacje, w których kobiety zdecydowanie działać powinny. Jednak na płaszczyźnie działania kobieta rzadko kiedy jest w stanie efektywnie zastąpić mężczyznę. Owszem, pełni i tutaj ważną rolę – lecz jest to raczej funkcja dopełniająca. Vice versa, mężczyzna nigdy nie zastąpi kobiety na płaszczyźnie „bycia”, choć może i powinien ją dopełniać. (Zaznaczam, że piszę – głównie – o rolach wychowawczych, nie na przykład o dziedzinach życia związanych z pracą zawodową, choć być może i tam warto by było zauważyć różnicę funkcjonowania obu płci, ku większej efektywności pracy i satysfakcji z wykonywanego działania. A że – mówiąc o działaniach wychowawczych –  mam rację, widzę niestety zbyt często, obserwując dzieci samotnych matek.) Płaszczyzna modlitwy pozostaje jednakowo otwarta dla obu płci.
Święta matka w rodzinie jest. Słucha, rozmawia, czasem odczytuje „między wierszami” niewypowiedziane słowa. Daje swój czas, zainteresowanie i uwagę nie mniej niż swoje siły podczas spełniania domowych (i czasem zawodowych) obowiązków. Symbolem tej właśnie roli w rodzinie jest znany wszystkim obrazek matki siedzącej nad łóżkiem chorego dziecka. Nawet jeśli nie robi nic – bo bywa, że nic nie jest w stanie zrobić – samym wytrwałym byciem daje wszystko.
Święta matka w rodzinie się modli. To dla niej jakby przedłużenie płaszczyzny „bycia”, naturalna konsekwencja słuchania, współczucia, przeżywania trosk. „Bycie” dla człowieka staje się „byciem” w imieniu człowieka przed Bogiem i – niezależnie od działania – przynosi wymierne efekty. Dość wspomnieć nawrócenie Augustyna w kontekście upartej modlitwy świętej Moniki. Ale jest jeszcze inny, dla świętych matek równie ważny, wymiar modlitwy. Odnajdywanie siebie w obliczu Boga pozwala trzymać się duchowego pionu, szukać Dobra Absolutnego wśród poplątanych (i często niełatwych) życiowych spraw. Jakże inaczej zrozumieć decyzję świętych Perpetuy i Felicyty – matek umierających w obronie wiary,  zostawiających maleńkie dzieci (synek Perpetuy miał kilka miesięcy, córeczka Felicyty ledwie przyszła na świat). Jak – bez Bożej perspektywy – pojąć modlitwy świętej Rity, by jej synowie raczej ponieśli śmierć, niż zabili człowieka (pamiętajmy o mafijnym kontekście życia rodzinnego tej świętej). Cóż, święta matka kocha dzieci – ale nie kocha ich ponad wszystko.
Duchowe macierzyństwo świętych kobiet zauważamy szczególnie u pań niezamężnych. Myślę, że jest ważne także dla mężatek w bezpłodnych fizycznie małżeństwach – a takie na pewno przecież w Niebie spotkamy.  Oprócz wymiaru fizjologicznego (i czasem seksualnego), który jest przecież także niebywale ważny – wygląda w zasadzie identycznie.  „Mała” święta Teresa nie nosi, nie rodzi i nie karmi własnego potomstwa (aspekt tyleż ułatwiający życie, co ograniczający pełnię realizacji kobiecości), a przecież zupełnie jawnie, głośno i bez ogródek mówi o „swoim pierwszym dziecku” – przestępcy, dla którego wyprosiła zbawienie. Wymiar troski, zasłuchania i modlitwy jest tu tak samo obecny, jak w macierzyństwie fizycznym. „Pocznij” – mówi Chrystus do świętej Katarzyny Sieneńskiej w którymś objawieniu i, jakkolwiek obsceniczne może się to nam wydawać, sama święta na zbulwersowaną nie wygląda. Rzeczą oblubienicy jest rodzić potomstwo Oblubieńcowi, pomnażać liczbę dzieci Kościoła na ziemi i w Niebie. Ta świadomość powołania do macierzyństwa obecna jest u większości świętych pań, bez względu na ich stan cywilny i miejsce w Kościele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz