Aperi mihi, soror! (Pnp 5,2)

„Statystyczna” święta kobieta ma rodzeństwo, bo choć  jedynaczką była na przykład, podobno, święta Barbara, a także święta Perpetua, święta Koleta i święta Tamara, to inne święte panie miały za to tyle braci i sióstr, że nadrabiały statystyki w dwójnasób. Święta Kinga miała 2 braci i 5 sióstr, „duża” święta Teresa – 2 siostry i 9 braci, święta Małgorzata Alacoque miała szóstkę rodzeństwa, święta Faustyna Kowalska aż ośmioro, dziesięcioro dzieci mieli rodzice świętej Katarzyny Laboure (tej od Cudownego Medalika). Wmawiamy czasem nie dość grzecznym dzieciom, że życie świętych (także kobiet) upływało w bezkonfliktowych, ociekających słodyczą relacjach z braćmi i siostrami, ale zdajemy sobie sprawę, że (zwłaszcza w pierwszych latach życia) miłość między rodzeństwem jest w swym natężeniu wprost proporcjonalna do ilości kłótni i bójek. Nie widzę powodu, by w życiu świętych pań miało być inaczej, choć życiorysy na ten temat dyskretnie milczą. Nie przeszkadza to, oczywiście, licznym dowodom siostrzanego przywiązania do rodzeństwa: święta Makryna tak skutecznie zajęła się wychowaniem swych braci, że trzech z nich wyprowadziła na świętych (byli to Bazyli Wielki, Piotr –  biskup Sebasty i Grzegorz –  biskup Nyssy). Święta Scholastyka, bliźniaczka świętego Benedykta, stanowi dla odmiany przykład siostry pozostającej pod wpływem brata – to ona go naśladuje i zapewne także za jego przykładem dochodzi do świętości. Zafascynowana swymi starszymi siostrami jest mała święta Teresa.
Siostrzane relacje świętych pań nie ograniczają się jednak tylko do naturalnego rodzeństwa. Święta Klara naśladuje i podziwia świętego Franciszka w podobny sposób, jak Scholastyka Benedykta. Święta Joanna Franciszka de Chantal darzy podobną siostrzaną przyjaźnią świętego Franciszka Salezego. Podobnie wygląda współpraca „dużej” świętej Teresy i świętego Jana od Krzyża. Na wszelkie (współczesne nam i im) insynuacje na temat „miłości” czy „romansu” pomiędzy tymi „parami” święte panie, podejrzewam, wybuchłyby po prostu szczerym śmiechem...  panowie zresztą też. Istotą tych relacji jest, jak powiedziałby może A.de Saint- Exupery, jedynie patrzenie w tym samym kierunku, nie patrzenie sobie w oczy. Zadziwiające, w jakim stopniu takie „rodzeństwo duchowe” podziela kierunek myślenia, realizowany (zupełnie osobno) w życiu obojga. Wygląda jednak na to, że aby takie relacje pozostały do końca autentyczne i zdrowe, potrzeba do tego tanga dwojga świętych...
Święta  Teresa (ta „duża”) w autobiograficznej „Księdze życia” wspomina inną relację, na pierwszy rzut oka podobnego „siostrzanego” typu – z tym, że (jak bardzo jednoznacznie z jej zapisków wynika) na świętego trafić się jej nie udało. I chociaż (niemałymi wysiłkami) udało się jej  wpłynąć na zmianę postawy życiowej owego pana, duchownego zresztą, ciekawe, że sama święta ocenia tę relację jako złą i niewłaściwą. Pisze o swojej „lekkomyślności i ślepocie”, z jaką znajomość ową kontynuowała, chociaż niemal jednym tchem przyznaje, że „wolą Bożą było, aby przez moje pośrednictwo był zbawiony”.
Cóż. Na podstawie wnikliwego badania tekstów źródłowych można dopatrzeć się zasadniczej różnicy między prawdziwymi a „ryzykownymi” przypadkami „siostrzanych” więzi świętych pań. Kluczem, jak sądzę, będzie tu słowo „przywiązanie”, analogiczne do „patrzenia sobie w oczy” – a przynajmniej do bardzo początkowej fazy takiego zapatrzenia. Gdy rodzi się zwykła ludzka miłość (choćby po jednej ze stron), zamydlanie oczu „siostrzanymi” uczuciami jest zwyczajnie niemoralne – bez względu na to, czy dotyczy  akurat zakonnicy, czy nie. I niemal jednocześnie drugi wniosek: jedyny „wspólny kierunek patrzenia” tak fascynujący, że (przynajmniej póki zapatrzenie jest autentyczne i szczere) praktycznie wyklucza wszelką możliwość „patrzenia sobie w oczy” wyznacza Piękno, od którego wzroku oderwać nie można. Dlatego właśnie do takiego tanga trzeba dwojga świętych.
Bo święta pani może być siostrą swojego rodzeństwa, może być duchową „siostrą” świętego, który stanął na jej drodze, może być w końcu „siostrą miłosierdzia” dla całego świata, ale przede wszystkim i nade wszystko pozostaje siostrą Chrystusa. Obawiam się, że tej relacji zwyczajnie nie potrafię wytłumaczyć – jej istotę stanowi niepojęta Łaska niwelująca przepaść między Stwórcą a stworzeniem oraz wola człowieka, by – w konkretnych realiach życiowych konkretnej osoby – jak najbardziej upodobnić się do Tego, którego nazywamy Bratem. Być może tu też odnajdziemy – w stopniu nieskończenie wyższym – podziw i naśladownictwo świętej Scholastyki dla Benedykta czy Klary dla Franciszka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz