Introitus

O kobietach – generalizując – jedną rzecz tylko można powiedzieć na pewno – że nic o nich powiedzieć na pewno nie można. Niezdecydowane, kapryśne, uczuciowe, zmienne – są (a przynajmniej bywają) przecież także nieubłaganie logiczne, niezłomnie i konsekwentne, i potrafią od siebie wiele wymagać. Dziwne, że w czasach, kiedy – chcąc nie chcąc – anatomię i fizjologię kobiecego ciała każdy zna w szczegółach, wielu zwyczajnie nie wpadło na pomysł, by zauważyć, jak przekładają się one na kobiecą osobowość, zaś jeszcze mniejszy procent populacji – obu zresztą płci – przekładanie owo akceptuje. Ciało – wiadomo, kobiecy komplet narządów rozrodczych, cudownie sprawnie w całym swym rozhuśtaniu działający układ hormonalny, mniejsza pojemność płuc i masa mięśniowa, mniejsza ilość krwi i troszkę więcej tłuszczyku. Słyszeliśmy coś o różnicy w budowie i funkcjonowaniu mózgu, o mniejszej niż u mężczyzn wrażliwości na ból (a przynajmniej o dużo mniejszej płaczliwości podczas przechodzenia grypy), o genetycznym zaprogramowaniu uczuć macierzyńskich, delikatności, ciepła, emocjonalnego podejścia do życia. Każdy jednak zna przynajmniej jedną (stuprocentową przy tym) kobietę, która z podanego opisu się wyłamuje – więcej – niemal każda wyłamuje się przynajmniej pod jednym względem. Cóż dopiero, gdy zechcemy wziąć pod uwagę specyfikę kobiecej duszy.
Dusza w ogóle jest rzeczywistością trudno definiowalną. Przyjmuje się, że jest nośnikiem życia ludzkiego (i to wiecznego życia) oraz cech osobowości każdej jednostki. Generowane w dużym stopniu przez ciało (wspomniany układ nerwowy i hormonalny) a także przez całkowicie doczesny wpływ otoczenia (wychowanie, przyzwyczajenia, doświadczenia życiowe), cechy osobowości człowieka w jego (lub jej) duszy nabierają wymiaru wiecznego – i poprzez duszę wchodzą w wieczność.
Świętość angażuje całego człowieka – w duszy i ciele, w konkretnych warunkach historyczno-geograficznych i społecznych, w jakich żyje, z jego radościami i problemami, a także z jego płcią. Święci (i święte) nie są osobami wypreparowanymi z normalnej ludzkiej egzystencji – jakkolwiek często tak właśnie chcielibyśmy ich widzieć. Chcielibyśmy, bo nam łatwiej, bo usprawiedliwiamy wtedy przeróżne własne nieświętości, wreszcie dlatego, że często właśnie tak nauczyły nas czytanki z „Żywotów świętych”. Cóż, z moich prywatnych obserwacji wynika, że duży procent żonatych mężczyzn jest skłonny przyznać, że święta to może najwyżej Agnieszka dziewica – ich własna żona nigdy.  Tymczasem kobieca świętość realizuje się, bywa, przy garach, w odcedzaniu kartofli, czasem w zmienianiu pieluch (niekoniecznie swoich, ale często właśnie swoich i mężowych dzieci), w pracy zawodowej (chociaż to może w bardziej współczesnych czasach), w trudnym niekiedy znoszeniu „przyjemności” fundowanych przez kobiecą fizjologię – od uczuciowych huśtawek po prozaiczny fizyczny ból, u kobiet żyjących samotnie także w emocjonalnych i praktycznych trudnościach związanych z zachowaniem celibatu. Bo kobieca świętość ma tyle barw, ile sama kobiecość. Mamy święte córki, siostry, żony, matki, wdowy, zakonnice (po przejściach i bez przejść), dziewice prowadzące życie świeckie, mistyczki, męczennice. A jednocześnie warto pamiętać, że bycie (nawet najlepszą) córką, siostrą, żoną, matką, wdową, zakonnicą, dziewicą, męczennicą czy mistyczką samo w sobie świętą nie czyni.
 Fundamentem każdej ludzkiej świętości, w wydaniu męskim i kobiecym, jest autentyczna i żywa więź z Bogiem, który do świętości powołuje i uzdalnia – na konkretnej drodze i w konkretnych warunkach, w których człowiek – by świętość osiągnąć – musi właściwie odpowiedzieć własnym życiem. Logicznym będzie, że droga (a zatem i świętość) kobieca różni się od męskiej, choć w wielu wymiarach będą się przenikać i uzupełniać, pozostając jednocześnie odrębne w niektórych wymiarach i niepojęte dla siebie nawzajem. Logicznym będzie także, że nie istnieje jedna droga kobiecej świętości, podobnie jak nie istnieje jedna droga świętości męskiej. Dróg mamy prawdopodobnie tyle, ilu świętych płci obojga, a ogrom tej liczby św. Jan w Apokalipsie symbolicznie wyraził jako 144 tysiące (Ap 7,4). Można zapewne prześledzić wiele spośród tych dróg indywidualnie – i zamierzam to w moim dziełku mniej lub bardziej dokładnie uczynić. Można także próbować dokonywać pewnych generalizacji, nie tyle poszukując różnic między męskimi i kobiecymi drogami świętości, co starając się owe różnice wytłumaczyć. Zbyt często pozostają one niezrozumiane, zwłaszcza przez osoby przeciwnej płci. Łatwo wtedy skwitować problem mniej lub bardziej pogardliwym „ehh, baba...”, jeszcze łatwiej otoczyć problem zasłoną milczenia. Co do tego ostatniego: w Litanii do Wszystkich Świętych w wersji podanej w I tomie Liturgii Godzin (wydanie II Pallottinum, str. 1384-89) na 74 wezwania do świętych (a wiele spośród nich zawiera dwa imiona lub obejmuje całą grupę) pada tylko 12 imion żeńskich. Około 16 procent. Gdyby w Niebie okazało się, że 84% zbawionych stanowią mężczyźni, byłoby to tyleż dziwne, co niepokojące i... na dłuższą metę, przy całej niebiańskiej wspaniałości, zwyczajnie nudne.
Prywatnie mam pewne podejrzenia, że w Niebie nudno nie będzie, a proporcje płci ustawią się w granicach zdrowego fifty-fifty, natomiast uparte ignorowanie kobiet w litanii wynika nie tyle z antyfeminizmu Kościoła, co z nie do końca rozumianego fenomenu kobiecej świętości. A tak to już bywa, że to, czego nie rozumiemy, jawi się nam jako podejrzane i niebezpieczne, a nawet niezdrowo fascynujące (bo właśnie nie da się zdrowo pisać o kobietach, także w wymiarze sacrum, nie poruszając sfery seksualnej...). Generalnie, jak zapewne sądzono,  najbezpieczniej zamknąć oczy i nie przyjmować do wiadomości, że kwestia istnieje – a już absolutnie nie na dużą skalę. Na szczęście coraz częściej wykazujemy zdrowe podejście do problemu: coraz więcej realistycznych, nieprzesłodzonych publikacji na temat świętych (także kobiet), coraz więcej uwagi poświęca się miejscu kobiety w Kościele, coraz liczniejsze wreszcie beatyfikacje i kanonizacje pań. Liczę, że to, co próbuję właśnie pisać, wpisze się w ten właśnie nurt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz